sobota, 2 stycznia 2016

Od Nory

  Mroźny, tym razem styczniowy wieczór. Nic nadzwyczajnego, prawda? Śnieg delikatnie, ale jednak pada, a ja włóczę się po mieście próbując nie wchodzić na teren różnorodnych sfór, co nie jest zadaniem łatwym. Owszem, biegam dość szybko, ale to nic z porównaniem do 20-osobowej sfory Bad Mutt. Nie mam po prostu szans z tak wielką sforą. Zmierzałam jak co dzień pod drzwi kuchni restauracji "Pod Psem". Kucharzem i zarazem właścicielem restauracji był 50-letni Jerry, kochający psy. Zawsze zostawiał pod drzwiami pyszne klopsiki w sosie pomidorowym i kości z kurczaka.. czasami też kawałek jego mięsa. Mimo, że nie miałam dużego zaufania do ludzi, to jednak tego człowieka lubiłam. Lubiłam, nie kochałam, by komuś się nie pomyliło... nikt nie zastąpi MOJEJ Harper. Nikt, ŻADEN człowiek. Ze smakiem zaczęłam przeżuwać wyśmienitego klopsa z sosem pomidorowym. Nagle poczułam zapach psa. Odwróciłam się i rzeczywiście przede mną stał pies. Zawarczałam ostrzegawczo.

<Fado?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz