Postawiłem kolejny krok rozglądając się dookoła. Miasto się budziło
osnute delikatną mgłą, lecz to nie przeszkadzało ptakom, które od dobrych trzech godzin oznajmiały nadejście poranka. Wszedłem w którąś z
kolei ulicę ziewając. Z tego co zauważyłem, dochodziła godzina ósma,
lecz nadal było nieco zbyt ciemno. Niewyspani ludzie krążyli po
chodnikach, a ja między nimi. Tylko czasami jakieś dzieciaki się
zatrzymywały, aby pogłaskać "przybłędę", albo nakarmić Go kanapkami,
których i tak by nie zjedli w szkole.. W sumie, to bardzo lubiłem
dzieci, bo wydawały się zbyt bezbronne, a ich radość mnie wręcz bawiła.
Inne podejście miałem do dorosłych. Wiecznie smętni, smutni, negatywnie
nastawieni do wszystkich i wszystkiego. No nic. Stanąłem przed pasami i
rozejrzałem się, gdy z wielką prędkością wprost przed nosem przejechał
sportowy samochód. Przerażony odskoczyłem wpatrując się w kolejne auta,
które pędziły, nie zważając na ograniczenie prędkości
- Ej, nic ci nie jest?- usłyszałem czyiś krzyk. Obróciłem głowę szukając właściciela głosu z pomiędzy tłumu ludzi.
<Ktosiu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz