sobota, 2 stycznia 2016

Od Nicolas'a

  Postawiłem kolejny krok rozglądając się dookoła. Miasto się budziło osnute delikatną mgłą, lecz to nie przeszkadzało ptakom, które od dobrych trzech godzin oznajmiały nadejście poranka. Wszedłem w którąś z kolei ulicę ziewając. Z tego co zauważyłem, dochodziła godzina ósma, lecz nadal było nieco zbyt ciemno. Niewyspani ludzie krążyli po chodnikach, a ja między nimi. Tylko czasami jakieś dzieciaki się zatrzymywały, aby pogłaskać "przybłędę", albo nakarmić Go kanapkami, których i tak by nie zjedli w szkole.. W sumie, to bardzo lubiłem dzieci, bo wydawały się zbyt bezbronne, a ich radość mnie wręcz bawiła. Inne podejście miałem do dorosłych. Wiecznie smętni, smutni, negatywnie nastawieni do wszystkich i wszystkiego. No nic. Stanąłem przed pasami i rozejrzałem się, gdy z wielką prędkością wprost przed nosem przejechał sportowy samochód. Przerażony odskoczyłem wpatrując się w kolejne auta, które pędziły, nie zważając na ograniczenie prędkości
- Ej, nic ci nie jest?- usłyszałem czyiś krzyk. Obróciłem głowę szukając właściciela głosu z pomiędzy tłumu ludzi.

<Ktosiu?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz